Poznaj uniwersalny kod umożliwiający osiąganie ponad przeciętnych sukcesów

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się długo oczekiwana publikacja, która pozwoli poznać Ci 10 wspaniałych osobowości, w tym: Nick Vujicic, Robert De Niro, Phil Jackson, Richard Branson, Mick Jagger, Martin Scorsese, Steve Jobs, Jay Z, Elon Musk oraz Muhammad Ali.

Co ich łączy ?

Przede wszystkim: SUKCES.

“Wielcy. Anatomia osiągania sukcesu” bo taki jest tytuł tego hitu, to wynik badań Adriana Gostomskiego nad pojęciem sukcesu. Przez kilka lat obserwował on wybitne osobowości, które osiągnęły spektakularny sukces.

Autor wysłuchał licznych wywiadów oraz wykorzystał wiele informacji o życiu kilkudziesięciu ludzi sukcesu z całego świata. Głównym celem studiowania życiorysów tych osób było poznanie uniwersalnego kodu umożliwiającego osiąganie ponadprzeciętnych wyników zawodowych.

Czytając tę książkę, będziesz mieć okazję poznać wszystkie najważniejsze reguły prowadzące do osiągania sukcesu, którymi kierowali się najwięksi tego świata. Osiąganie sukcesu przestało być tajemnicą.

Teraz tymi samymi zasadami możesz zacząć się kierować i Ty !

1. Poznaj siebie jak Robert De Niro.

2. Bądź sobą jak Nick Vujicic.

3. Pracuj ciężko jak Elon Musk.

4. Pozostań skupiony jak Phil Jackson.

5. Odnajdź własną pasję jak Martin Scorsese.

6. Uwierz w siebie jak Richard Branson.

7. Ćwicz jak Muhammad Ali.

8. Zaufaj sobie jak Steve Jobs.

9. Bądź odważny jak Jay Z.

10. Działaj niczym Mick Jagger.

 

Wyobraź sobie przez chwilę Roberta De Niro, który tylko marzy, a wszystkie swoje wizje i obrazy powstające w głowie zatrzymuje wyłącznie dla siebie. Zastanów się: jak wyglądałoby jego życie, gdyby nie zagrał roli Tchórzliwego Lwa w Czarnoksiężniku z krainy Oz? Czym by się dzisiaj zajmował, gdyby nie zapisał się na kurs aktorski, na który uczęszczał blisko rok? I jak wyglądałoby dzisiaj kino, gdyby ostatecznie odpuścił sobie bycie aktorem?

Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Ja nie potrafię wyobrazić sobie kina bez Roberta De Niro. Nie potrafię także wyobrazić sobie, czym innym mógłby on się w życiu zajmować. Uważam, że zostanie aktorem było jego przeznaczeniem, które, szczęśliwie dla siebie

i dla nas, odkrył w porę.

Denzel Washington powiedział kiedyś: Dreams without goals, are just dreams („Marzenia bez celów są tylko marzeniami”). Gdyby De Niro poprzestał na fantazjowaniu o byciu świetnym i sławnym na cały świat aktorem, nic by z tego nie było. Te obrazy w głowie są

oczywiście konieczne, aczkolwiek to dopiero pierwszy etap. Po nim musi nastąpić kolejny — działanie. To działanie w ostateczności kształtuje Twoje (nasze) życie. Nie inaczej było w przypadku Roberta De Niro. Nieustannie działał, podejmował mnóstwo decyzji, a po

skończeniu pracy nad jednym filmem nie spoczywał na laurach — zaczynał pracować nad kolejnym i następnym.

Taka etyka pracy i nieustanne działanie ustaliły pewien rytm życia De Niro, który to rytm okazał się niezależny od sukcesów lub porażek na arenie filmowej. Po skończeniu pracy nad jednym filmem aktor nie wiedział, czy film osiągnie sukces kasowy i jak przyjmie go publiczność, ponieważ na premierę należało zwykle trochę poczekać. Nie zamierzał jednak bezczynnie czekać na reakcje publiczności. Były one oczywiście bardzo istotne, ale istotniejsze było to, aby nie stać w miejscu, lecz zacząć pracę nad kolejnym przedsięwzięciem. De Niro miał świadomość, że niezależnie od opinii publicznej działanie prędzej czy później zostanie zwieńczone sukcesem.

Poznaj siebie jak Robert De Niro!

 

Czy wyobrażasz sobie Nicka Vujicica, który udaje kogoś innego, niż jest w rzeczywistości? Który wychodzi na scenę i wykazuje totalny brak autentyczności? Owszem, istnieje taka możliwość, ale gdyby tak faktycznie było, Vujicic nie porywałby za sobą takiej ilości ludzi, jak robił to dotychczas.

Bycie sobą wiąże się z pojęciem akceptacji. Aby być sobą, najpierw musisz zaakceptować to, kim naprawdę jesteś, i to, w jakim miejscu obecnie się znajdujesz. Bez tego etapu bycie sobą jest po prostu niemożliwe. Stanowi iluzję. Nie wystarczy, że powiesz sobie:

„Od dzisiaj będę sobą i już nigdy nie będę udawał kogoś innego”. Aby rzeczywiście tak się stało, musi zaistnieć pewien głęboki proces wewnętrznej akceptacji. Dopiero potem istnieje możliwość bycia sobą. Kiedy tak się stanie, poczujesz to i nie będziesz musiał nawet ubierać tego w słowa oraz manifestować światu na prawo i lewo, że jesteś sobą. Po prostu będziesz sobą.

W przypadku Nicka proces jego akceptacji oraz naturalny wynik w postaci bycia sobą jest wyraźnie widoczny. Proces (a właściwie jego koniec) akceptacji u Vujicica przejawia się w przyjęciu własnego stanu fizycznego takim, jaki jest, oraz zaakceptowaniu każdej

sekundy historii własnego życia. Kiedy Vujicic to zrozumiał, proces akceptacji dobiegł końca, a on mógł zastanowić się nad tym, w jaki sposób wykorzystać własną historię do tego, aby pomóc innym potrzebującym.

Bądź sobą jak Nick Vujicic!

 

Musk jest przedsiębiorcą, który zarządza firmami wartymi miliardy dolarów. Wiąże się to z tym, że nadzoruje pracę wielu podwładnych. Ze względu na drobiazgowość lubi mieć pod kontrolą każdy aspekt dotyczący tworzenia produktu przez firmy, którymi zarządza.

Elon wymaga niemożliwego od siebie, ale także od swoich pracowników. Oto relacja jednego z nich: „Na spotkaniach zakładaliśmy się czasem, kto tym razem oberwie po głowie. Jeśli

powiedziałeś, że twój wybór był powodowany faktem, że tak się zawsze postępowało, od razu wywalał cię ze spotkania. Mówił wtedy: »Nigdy więcej nie chcę słyszeć czegoś takiego. Będziemy tu zapierdalać i robota na pół gwizdka nie będzie tolerowana«”. Wielu pracowników (byłych i obecnych) ocenia sposób zarządzania Elona jako bezwzględny. I trzeba przyznać, że taki właśnie jest. Musk nie ma problemu ze zwalnianiem pracowników (zwolnień potrafił dokonywać nawet za literówki w e-mailach).

Nie mam zamiaru oceniać tutaj sposobu zarządzania zasobami ludzkimi przez Muska. Jedyne, na co chcę zwrócić uwagę, to jego etyka pracy. W tej etyce zawarte są wręcz nieludzkie pokłady energii, którymi Elon dysponuje i które wykorzystuje do tworzenia niewiarygodnych rzeczy.

Firmy Muska są całkowitym odzwierciedleniem osobowości Elona. Nie wyobraża on sobie, aby sposób ich funkcjonowania rozmijał się z wartościami i standardami, które reprezentuje. Pracowników oczywiście uprzedza się o sposobie zarządzania Muska, zanim zostaną

przyjęci do firmy. Wielu z nich zupełnie to jednak nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, są dumni z tego, że mogą uczestniczyć w tworzeniu wspaniałych i z pozoru niemożliwych rzeczy w SpaceX czy Tesli. Jest to dla nich przywilej, a oni wykazują się niezwykłą lojalnością w stosunku do szefa i potrafią to robić nawet po zwolnieniu z pracy, co jest pewnego rodzaju paradoksem.

Czy ten katorżniczy system pracy Muska mu się opłacił? Spójrz na to, czego dokonał Elon, a odpowiedź na powyższe pytanie pojawi się sama.

Pracuj ciężko jak Elon Musk!

 

Element skupienia w zespołach, które prowadził Jackson, był dla niego bardzo istotny. Głównym celem włączenia do treningu technik medytacyjnych było osiągnięcie większego skupienia zawodników na boisku. Wysoki poziom koncentracji zawodników powodował, że nagle, w jakiś cudowny sposób, znikała grupa odrębnych ego uganiających się za piłką, a pojawiał się zespół. Pojawiał się jeden umysł. Wyglądało to tak, jakby nagle w przestrzeni pomiędzy zawodnikami powstały jakieś niewidzialne połączenia. To był wyższy poziom, pewnego rodzaju chemiczna więź, która umożliwiała efektywną pracę podczas treningów i zwyciężanie podczas meczów.

Phil Jackson w swojej codziennej praktyce zarządzania ludźmi w zespole stosował różne narzędzia. Umożliwiały mu one efektywną pracę. Jednym z takich narzędzi był pięcioetapowy wskaźnik rozwoju plemiennego. Wskaźnik ten dostarczał Philowi informacji na temat tego, w jakim miejscu w chwili obecnej znajduje się jego drużyna.

Philowi bardzo zależało, aby jego zawodnicy byli skupieni na tym, co robią. Chciał widzieć w ich zmaganiach podczas meczów i na treningach całkowitą świadomość bieżących wydarzeń. Wymagało to ponadprzeciętnych umiejętności koncentracji na chwili obecnej. W osiąganiu tych wysokiej jakości stanów mentalnych opartych na skupieniu bardzo pomocne były techniki medytacyjne zen oraz te zaczerpnięte z mindfulness — nurtu uważnej obecności. A kiedy drużyny awansowały z trzeciego na czwarty etap rozwoju plemiennego, tytuły mistrzowskie przychodziły łatwo, jeden za drugim.

Pozostań skupiony jak Phil Jackson!

 

 

Scorsese jest kolejnym przykładem człowieka, który bardzo wcześnie odkrył swoją pasję, jaką był film i wszystko co z nim związane.

Pierwszym elementem, który zaczął go kierować w stronę pracy reżysera, było zamiłowanie do malowania swoich rysunków. Właściwie można powiedzieć, że były to jego pierwsze filmy, które powstawały na kartkach papieru. Oprócz tego, że mały Marty malował, miał także obsesję na punkcie oglądania filmów. Widział ich ogromnie dużo. Obsesja ta zrodziła się pewnie u Martina pod wpływem chodzenia do kina wraz z ojcem. Myślę, że niebezpieczne środowisko, w jakim wychowywał się Scorsese, także odegrało pewną rolę w tym, jaką drogę obrał on w swoim życiu.

Każdy z nas potrzebuje jakiejś formy wyrazu własnej osobowości. Większość przechodzi zazwyczaj w swoim życiu etap, w którym zamierza uporać się z demonami przeszłości. Ludzie robią to na różne sposoby: jedni chodzą do psychoterapeuty, inni komponują muzykę, w której zawarte są wszystkie nigdy wcześniej niewyrażone emocje oraz uczucia pochodzące z przeszłości. W przypadku Martina jego sposobem wyrazu był film. Rzeczywiście, kiedy przyjrzymy się takim filmom jak Ulice nędzy, Chłopcy z ferajny lub Gangi Nowego Jorku, dostrzeżemy tam brutalną rzeczywistość, która na pewnym etapie była nieodłączną częścią życia reżysera.

Rysowanie storyboardów, oglądanie ogromnej liczby filmów oraz środowisko, w jakim żył Martin, doprowadziły go do miejsca, w którym musiał zdecydować, co zamierza dalej w życiu robić. Poszedł więc na New York University. Wydaje się, że na NYU, a konkretniej dzięki zajęciom z historii kina, które prowadził Haig Monoogian, Martin Scorsese uświadomił sobie, że to właśnie z filmem zamierza związać swoje przyszłe życie. Podczas studiów na NYU, jak sam wspomina: „Moją pasją przestał być kościół, a stał się film”.

Odnajdź własną pasję jak Martin Scorse!

 

 

W dzisiejszych mediach na każdym kroku można znaleźć informacje, które skutecznie zniechęcają do tego, aby założyć własny biznes i zostać przedsiębiorcą. Wszyscy powtarzają, że to ogromne ryzyko, ponieważ z dziesięciu nowo powstałych biznesów niemal natychmiast upada dziewięć. Z tych ocalałych natomiast większość upadnie w trochę dłuższym odstępie czasu. Ludzie czytając i słuchając o takich statystykach w mediach, są skutecznie odwodzeni od tego, aby podjąć jakiekolwiek działanie w kierunku kreowania własnego biznesu. Do takich osób nie należał jednak Richard Branson.

Oczywiście miał on świadomość tego, że życie przedsiębiorcy nie jest proste, ale nie potrafił także wyobrazić sobie siebie w pracy na etacie, więc była to jedyna słuszna droga, którą zdecydował się ostatecznie wybrać.

W swojej karierze biznesowej Branson miał wiele momentów, w których mógł się poddać i rzucić wszystko w diabły. Miał wiele momentów, kiedy firmę dzielił zaledwie krok od bankructwa. Co więc sprawiało, że Virgin wciąż utrzymywała się na powierzchni?

Wiara w powodzenie. Wiara w to, że połączenie ciężkiej pracy, cierpliwości oraz wytrwałości przyniesie pożądany rezultat. Sam Branson twierdzi: „Pierwszą rzeczą, w którą trzeba wierzyć, podejmując jakiekolwiek przedsięwzięcie, jest to, że się uda, i że jesteśmy w stanie je zrealizować”. Podczas trudnych momentów w biznesie, które przeżywał co pewien czas (szczególnie na początku), Richard zawsze miał wybór. Mógł zrezygnować, uginając się pod ciężarem danego problemu, lub spróbować skupić się na szukaniu jego rozwiązań. Zawsze wybierał to drugie.

Wiara, jaką prezentował Branson, stanowiła jego ogromną siłę w drodze do zbudowania wielkiego imperium, jakim po pewnym czasie stała się Virgin. Poziom jego wiary postrzegam jako pewnego rodzaju nadludzką moc, którą zawdzięcza po części rodzicom. Pokazali mu oni, że ucieczka przed problemem nie jest tożsama z jego rozwiązaniem. Zawsze można spróbować stawić mu czoło.

Tylko w bezpośredniej konfrontacji z problemem jest szansa, aby się przekonać, czy rzeczywiście jest on nie do przejścia. Świetnie wpisują się w to słowa Roberta De Niro, który powiedział kiedyś: Jeżeli się z tym nie zmierzysz, nigdy się nie przekonasz.

Uwierz w siebie jak Richard Branson!

 

Głównym trenerem Muhammada był Angelo Dundee. Towarzyszył mu przy największych wzlotach oraz najbardziej bolesnych upadkach po przegranych walkach.

Dundee był bardzo inteligentnym trenerem, który dobrze znał Alego. Wiedział, że Muhammad ma mentalność gwiazdy i nie cierpi, kiedy ktoś mu nakazuje coś zrobić. Ali był trochę jak nastolatek. Jeżeli jakikolwiek rodzic chce, aby jego nastolatek coś zrobił, to najlepiej mu tego zakazać. To prosta zasada, która funkcjonowała we współpracy pomiędzy Angelem a Muhammadem.

Angelo dopasował swoje metody pracy do Alego. Kiedy Muhammad przychodził na trening, Angelo po prostu pytał go, co zamierza dzisiaj robić, Ali podawał swoje propozycje i przystępowali do treningu. Ta metoda się sprawdzała, ponieważ Ali wygrywał w ringu, a przecież to bilans zwycięstw i porażek najlepiej obrazuje kondycję współpracy pomiędzy trenerem a zawodnikiem.

(…)

Nawet jeżeli Twoje umiejętności stoją na najwyższym poziomie, istnieje prawdopodobieństwo, że możesz zawieść. Właśnie w takiej sytuacji znalazł się Ali podczas walki z Sonnym. Dzisiaj wiemy, że wygrał tę walkę i stał się mistrzem świata. Liston podczas walki był po prostu bezradny z powodu niesamowitej szybkości Muhammada. Pod koniec czwartej rundy coś jednak stało się z oczami przyszłego mistrza. Niemal natychmiast spanikował i chciał opuścić ring, mając już praktycznie wygraną w kieszeni. Właśnie w tym momencie pojawił się Angelo, który stłumił panikę Alego w nadziei, że za chwilę wszystko wróci do normy. Wróciło, a Ali zapisał się na zawsze w historii boksu.

Ta sytuacja pokazuje, że każdy z nas, nawet jeżeli uważa siebie za najlepszego na świecie w danej dziedzinie, powinien mieć przy sobie osobę z większym doświadczeniem życiowym. Mentora, który wskaże drogę w zaskakujących sytuacjach, jakie potrafi zaserwować nam życie.

Ćwicz jak Muhammad Ali!

 

Może wyda Ci się to zabawne, ale tak jak najlepszym przykładem działania jest dla mnie wieczna pod każdym względem grupa The Rolling Stones, tak najlepszym przykładem zaufania własnym pomysłom jest w moim przekonaniu Steve Jobs.

Kiedy zaczynał karierę w nowo powstałej firmie Apple, za nic miał powszechnie obowiązujące normy i standardy panujące na rynku komputerów. Wszystko kręciło się wtedy wokół jego pomysłów i osobistej wizji produktu. Niektórzy zaczęli nawet uważać, że Jobs własną postawą generuje pole, w którym zniekształca rzeczywistość, naginając ją do swoich pragnień i oczekiwań. Rzeczywiście, wiele z jego wymagań dotyczących mającego powstać produktu było takich, że jedyne, co mogli zrobić inżynierowie, to szeroko otworzyć usta w geście zdziwienia i niedowierzania jednocześnie.

„Racjonalna” rzeczywistość niekiedy błyskawicznie sprowadzała Steve’a na ziemię. Bardzo często jednak okazywało się, że pomysły, które pochodziły z pola zniekształcenia rzeczywistości przez Steve’a, dało się wprowadzić w życie, ale wymagało to ogromnych nakładów pracy ze strony inżynierów i innych osób zaangażowanych w żmudny proces tworzenia nowego produktu. To wymagające początkowo niemożliwych rzeczy podejście Jobsa, odkąd zagościło w repertuarze jego zachowań, zostało z nim już do końca jego dni.

Droga, jaką obrał Steve, nie była jednak łatwa. Co rusz spotykał się z oporem w postaci zaprzeczeń lub kwestionowania jego pomysłów. Sformułowanie przecież to niemożliwe stało się dla niego równie często słyszane, jak klasyczne „dzień dobry” na ulicy. On jednak uparcie ufał swojej intuicji i podążał za tym, co podpowiadało mu serce.

Zaufaj sobie jak Steve Jobs!

 

Jay Z od zawsze czuł się przewodnikiem raperskiego nurtu. Kiedy osiągnął już wystarczająco wysoki status i był powszechnie znany, postanowił to jakoś wykorzystać. Zapragnął przełamać status quo panujący w muzyce. Przykładem odważnego zaangażowania w przełamywanie barier kulturowych w muzyce była jego współpraca z rockowym zespołem Linkin Park. Istniały pewne obawy co do końcowego wyniku projektu. Ostatecznie okazał się fantastyczny. Podczas współpracy z Linkin Park Shawn przemówił do zespołu: „Wy wnosicie do projektu swoje umiejętności, a ja swoje. Nie ma tu kompromisów. Nie staracie się być mną, a ja nie staram się być wami. Dochodzi do tego scalenia i stanie się to, co ma się stać. Uwielbiam coś takiego”.

Innym przykładem odwagi w działaniu jest udział Jaya w festiwalu muzyki rockowej w Glastonbury. Nie wszystkim artystom odpowiadało pojawienie się Shawna na tamtej imprezie (niektórzy głośno protestowali jakiś czas przed festiwalem). Ostatecznie Jay Z wystąpił w Glastonbury, a publiczność była zachwycona. Dla Cartera ten występ miał ogromne znaczenie. „Dla mnie jest to jedno z tych doniosłych wydarzeń — wspomina — jak wówczas, kiedy po raz pierwszy otrzymałem Grammy. To właśnie jedna z takich chwil. To było jak przemiana kulturowa, przełomowy moment i pokonywanie barier. A ludzie byli na to gotowi, co dało się odczuć, jak tylko wszedłem na scenę”.

Te dwa przykłady pokazują, że mieć wysoki status to nie wszystko. Należy jeszcze wiedzieć, jak go odważnie wykorzystać. Należy wiedzieć, w jaki sposób może się on przysłużyć ogółowi społeczeństwa. Jay Z najwyraźniej wie, jak wykorzystywać go w odpowiedni i odważny sposób.

Bądź odważny jak Jay Z!

 

Mój Boże, któż będzie trafniejszym symbolem nieustannego działania w życiu niż The Rolling Stones? Nie widzę na horyzoncie nikogo lepszego i bardziej wiecznego niż oni.

Kiedy teraz o tym myślę, to uświadamiam sobie, jak bardzo ich podziwiam, zastanawiając się jednocześnie nad tym, jak oni to robią. W jaki sposób Mick Jagger wciąż potrafi z werwą poruszać się na scenie, śpiewając z identycznym entuzjazmem piosenki sprzed 30, 40 lat?

Oto, co przychodzi mi na myśl w odpowiedzi: Oni naprawdę kochają to, co robią. To jedyne racjonalne wytłumaczenie, które podpowiada mi mój czasami aż nadto logiczny umysł. Tylko miłość, która jest silniejsza niż cokolwiek innego na świecie, może sprawiać, że ci ludzie w dalszym ciągu są w stanie kontynuować działania na światowej scenie rockowej. I wciąż robią to z najwyższą klasą.

Kiedy spojrzysz wstecz i przyjrzysz się karierze zespołu The Rolling Stones, zauważysz, że w relacjach pomiędzy członkami (szczególnie pomiędzy Keithem a Mickiem) bywało różnie. Byli oni jednak zawsze świadomi, że Stonesi to coś więcej niż tylko grupa indywidualistów skupionych na własnym ego. I w krytycznych momentach potrafili wznieść się ponad wszelkiego rodzaju niesnaski istniejące wewnątrz grupy. Wszystko w imię wyższych wartości, które reprezentował zespół The Rolling Stones — symbol wieczności i nieustannego działania.

Działaj niczym Mick Jagger!

 

 Jeśli chcesz osiągnąć sukces, to koniecznie poznaj uniwersalny kod umożliwiającego osiąganie ponad przeciętnych sukcesów – kliknij

2 Komentarze

  1. Impressive conquer! I will trainee concurrently wedding videographer while you amend your blog, how could i sign up for any site website? The particular bill made it simpler for me a proper option. I’m touch common of this ones over the air provided brilliant transparent strategy

  2. I do believe this really is among the list of a lot important information for me.. wedding Videography That i’m delighted understanding ones write-up. Nonetheless desire to review with some rudimentary issues, The internet site model is usually wonderful, the particular posts was in fact great : Debbie. Superior procedure, kind regards

Komentowanie jest wyłączone.